środa, 3 kwietnia 2019

Rozdział 7

Jessika całą noc nie mogła spać. Była zbyt podekscytowana faktem, że już niedługo dowie się całej prawdy. Jednocześnie bała się, że Marcin może okazać się zupełnie inną osobą, że jego tajemnica będzie czymś, czego nie spodziewała się nawet w najgorszych snach. Sama jednak nie była wobec niego szczera, odkąd poznała Paula. Ich związek stał teraz pod znakiem zapytania. Trzeba było zrobić krok do przodu, a skoro chłopak po bezpośrednim spytaniu się o co chodzi wymyślił jakąś najprostszą wymówkę, to musiała wziąć sprawę w swoje ręce. Gdy nastał nowy dzień, Jessika ubrała się, spakowała, zjadła śniadanie i udała, że idzie do szkoły, mimo, że jej mama i tak nawet nie zwróciła na to uwagi. Była czymś tak zajęta, że nie zauważyłaby nawet, jakby dziewczyna została w domu. Mimo wszystko wolała ona dmuchać na zimne. Po wyjściu z domu od razu skręciła w inną stronę. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego kontaktu ani do Paula, ani do jego kompana Szybkiegowagona. Bez nich nie mogła jechać, nie znała tu nikogo innego a samotna podróż naraziłaby ją na zbyt duże niebezpieczeństwo. Już raz przecież wplątała się w kłopoty nawet nie oddalając się zbytnio od domu i gdyby nie Paulo i prawdziwy charakter Szybkiegowagona to nie wiadomo, jak to by się skończyło. Uznała więc, że pójdzie normalnie do szkoły, a swoją podróż z żalem przełoży na kolejny dzień. Ewentualnie jeszcze kolejny, może na za tydzień, może na za miesiąc, spotkanie Paula było przecież jedną wielką loterią. Jessika przerażona zdała sobie sprawę, że może już nigdy go nie zobaczyć. Chciała się popłakać ale rozmazałaby sobie makijaż więc uznała, że odłoży to na później. Wolała teraz o tym nie myśleć. Dziwnym trafem spotykała go prawie przy każdym wyjściu z domu, musi jeszcze kiedyś na niego trafić, prawda? No właśnie, dlaczego tak się działo? Nie mieszkał jakoś bardzo blisko, a jednak tak często trafiali w to samo miejsce w tym samym czasie. Dziewczyna postanowiła nie zawracać sobie tym jednak głowy. Zwykły zbieg okoliczności, pomyślała. Miała teraz ważniejsze rzeczy na głowie. W sprawie pojechania w to dziwne miejsce nic już teraz nie zdziała, a niedługo znowu spóźni się do szkoły. Uznała jednak, że bardzo chce się jej pić i postanowiła wejść do pierwszego lepszego sklepu. Najbliższa okazała się Żabka, do której poszła ostatnim razem. Weszła więc do niej, wzięła zwykłą wodę i udała się z nią do kasy. Zobaczyła przy niej Paula. Nie zwróciła nawet uwagi na to, co kupował, ale zauważyła, że znowu podrywał kasjera, mimo, że tym razem był nim ktoś inny. Była wściekła, jednak jednocześnie cieszyła się, że go spotkała. Było to trochę dziwne, ale to w końcu zwykły zbieg okoliczności, prawda? Chłopak zauważył ją i uśmiechnął się w jej stronę, jednocześnie pakując zakupy.
-Jessika! Dobrze cię widzieć. Poczekam na zewnątrz, dobrze?- krzyknął w jej stronę.
Było to chyba jednak pytanie retoryczne, ponieważ nie czekając na odpowiedź wyszedł ze sklepu i usiadł na pobliskiej ławce. Dziewczyna szybko zapłaciła za wodę i pobiegła do niego.
-Jak ty to robisz, że ciągle jesteś tam, gdzie ja?- spytał Paulo
-Chciałam zapytać o to samo.-odparła Jessika, wymuszając uśmiech. Dalej była zdenerwowana jego podstawą.-Jestem tolerancyjna jak mogę, ale dlaczego flirtujesz z każd...-zaczęła mówić, jednak zdała sobie sprawę, że poprzednio chłopak jej nie widział i z jego punktu widzenia Jessika przyłapała go teraz po raz pierwszy.-Dlaczego flirtowałeś z tym kasjerem?-poprawiła się.-Przepraszam, plącze mi się język.-dodała. 
-A tak o.-odparł chłopak obojętnie.-Ale ty i tak jesteś inna niż wszyscy.- dodał i zaczął się do niej zbliżać z oczywistym zamiarem.
Tym razem jednak dziewczyna nie dopuściła, aby doszło do zdrady i szybko udała, że musi napić się wody, tym samym uniemożliwiając pocałowanie jej. Chłopak chyba nie był tym zadowolony, ale postanowił sobie odpuścić.
-Czemu nie jesteś w szkole?- zmienił temat, aby przerwać niezręczną ciszę.
-Planowałam zaraz do niej iść, ale skoro cię spotkałam, mam do ciebie sprawę. Chciałbyś może razem z Szybkimwagonem pojechać ze mną do pewnego miejsca?
-O jakie miejsce ci chodzi? I jak zamierzasz tam dojechać?
-Zaczekaj.-wyjęła telefon, po czym wpisała w mapy odszyfrowaną wcześniej lokalizację i pokazała ją chłopakowi.-Nad sposobem dojazdu jeszcze się nie zastanawiałam.-przyznała zawstydzona.
-Głupia babo przecież to najważniejsza rzecz, jak mogłaś o tym nie pomyśleć.
-Czemu mnie wyzywasz, przed chwilą jeszcze mówiłeś, że jestem inna niż wszyscy...
-P*ta madre, a czy to się wyklucza? Nie ważne, poniosło mnie. Całe szczęście, Szybkiwagon ma samochód i umie prowadzić. Zaraz do niego zadzwonie. Mam nadzieję, że już nie śpi.
Ale z niego bedboj. Ale to dobrze, łobuz kocha najbardziej, pomyślała Jessika. W międzyczasie Paulo próbował dodzwonić się do Szybkiegowagona.
-...Jak to zrobisz, dam ci przymierzyć mój kozak kapelusz- Jessika usłyszała kawałek rozmowy. -...Dobrze, czekamy pod sklepem, bądź szybko.- Po tych słowach chłopak rozłączył się i zwrócił się do Jessiki: -Zaraz tu będzie.
-Tak po prostu zgodził się na podwiezienie nas do miejsca oddalonego prawie 400 km stąd?
-Tak, najpierw trochę marudził, ale dużo mi zawdzięcza a ja miałem niepodważalne argumenty.
Jessika nic już nie odpowiedziała. Siedzieli więc w ciszy, czekając na Szybkiegowagona. Nie minęło nawet 10 minut, a podjechał do nich czarny samochód. Nie był on może cudem technologii, jednakże wydawał się doskonale spełniać swoją rolę. Szybkiwagon odchylił okno i gestem ręki zachęcił ich do wejścia do środka. Paulo zajął miejsce obok niego, a Jessika została sama z tyłu. Nie za bardzo się jej to podobało, ale nie miała dużo do gadania. Zresztą siedzenie obok osoby, która wcześniej chciała ją zaatakować, również nie było najlepszą wizją. Droga strasznie się dłużyła. Podczas niej Jessika wreszcie wzięła numer do Paula i przy okazji do Szybkiegowagona oraz dowiedziała się wiele zupełnie bezużytecznych rzeczy. Myślała, że zanudzi się na śmierć, gdy Szybkiwagon oznajmił, że zaraz dojadą na miejsce. Serce zaczęło bić jej szybciej, była tak blisko od odkrycia prawdy. Dojechali do jakiegoś nieznanego im lasu. 
-No, dalej nie wjedziemy.- odezwał się Szybkiwagon- musimy iść na piechotę.
Dziewczynie niezbyt się to spodobało, ponieważ zwiększało to prawdopodobieństwo ubrudzenia jej superinnegoniżwszystkie outfitu, jednak wolała już nie narzekać. Przedzierali się przez krzaki, dopóki nie dotarli do czegoś w rodzaju polany. Na środku stała średniej wielkości chatka w opłakanym stanie. Wewnątrz świeciło się światło. Jessika niewiele myśląc zaczęła biec w jej stronę. Paulo i Szybkiwagon próbowali ją powstrzymać, lecz na próżno. Dziewczyna dobiegła do celu i z impetem otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się Marcin siedzący przed laptopem oraz...jej mama. Marcina się spodziewała, ale co robiła tu jej własna matka? Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
*********cdn*********

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz