Rozdział 3 *DON'T COPY PLS :-(*
"Kurczaczki zdradziłam Marcina no"- pomyślała Jessika i poszła płakać w kącie. Po kilkunastu minutach do pokoju weszła jej mama:
-Możesz przestać ryczeć?
-NIE NIE MOGE!!! A CZY TY MOŻESZ PRZESTAĆ BYĆ TAKĄ MATKĄ?!!?!? DLACZEGO NIKT MNIE NIE KOCHA??
-Dobra weź dziwna jesteś- powiedziała jej matka po czym wyszła z pokoju.
Jessika kontynuowała płakanie. Spojrzała na ekran telefonu. Zero nieodebranych połączeń i tyle samo wiadomości. "Czyli jednak nie mam prawdziwych przyjaciół....."- stwierdziła Jessika po czym zaczęła płakać jeszcze bardziej. Po kilku godzinach nie miała już sił żeby to robić. Był to kolejny powód do płaczu, ale niestety nie mogła już się rozpłakać. Usiadła na łóżku i ponownie spojrzała na telefon. Utwierdziła się w przekonaniu że wszyscy jej nienawidzą, po czym zobaczyła, że jest godzina 22. Bardzo chciało jej się spać, ale planowała spędzić noc na płakaniu, a obie te rzeczy wzajemnie się wykluczały. "Oof chyba dupnę se monsterka"- pomyślała. Ubrała swój crop top, spodnie z dziurami oraz glany. Była inne niż wszystkie, nie dziwne, że Paulo od razu to zauważył. Wyszła z domu trzaskając za sobą drzwiami, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, ze jej przeszło. Skierowała się w stronę sklepu. Gdy już do niego dotarła, zaczęła szukać odpowiedniej półki, gdy nagle ktoś wszedł do środka.
-Buenos dias.- usłyszała Jessika. Głos wydawał jej się znajomy. Wychyliła głowę zza półki i spojrzała w stronę kasy. Tak, to był Paulo! Położył na ladzie bułkę, parówki i ketchup. "Ach, musi być świetnym kucharzem"- pomyślała Jessika.
-To wszystko? - spytał kasjer- W promocji mamy gumę do żucia, dwa opakowania w cenie jednego.
-Podziękuję. - odparł Paulo uśmiechając się.
-Kartą, czy gotówką?
-Kartą proszę.
Kasjer zatrzymał wzrok na karcie kredytowej młodzieńca.
-Paulo, piękne imię...oh, przepraszam, wymsknęło mi się.
Chłopak spojrzał na plakietke kasjera.
-Alejandro również jest bardzo ładne.
-Kurza stopa, nie umie pan czytać? Tu jest napisane Aleksander!
-P-przepraszam...Mój ojciec był hiszpanem, zdarza mi się...
-J-jak to był?
-Zostawił mnie jak byłem mały....
-Przepraszam, zdecydowanie za często zdarza mi się zadawać pytania zupełnie nie na miejscu.
-Nic się nie stało- odparł Paulo pocieszająco. Kasjer w ciszy kasował jego zakupy. Gdy skończył, usłyszał:
-Tak, może być bez grosika.- powiedział Paulo, i z zabójczym uśmiechem zaczął zbliżać się do jego twarzy.
-Przecież zapłacił pan kartą...-przystojny pół hiszpan był coraz bliżej.
Jessika musiała działać. Popchnęła cały stos puszek, a te spadły, rozsypując się po całym sklepie.
-Dziękuję za zakupy, zapraszamy ponownie.-rzucił kasjer i szybko pobiegł zobaczyć, co się stało.
-Adiós, Alejandro.- Paulo ostatni raz posłał w jego stronę uśmiech i wyszedł ze sklepu. Aleksander zdenerwowany podszedł do Jessiki.
-Babo głupia, co ty robisz? Wiesz ile to układem?
-DO KROĆSET FUR BECZEK, NIE OBCHODZI MNIE ILE TO UKŁADAŁEŚ! MASZ ZOSTAWIĆ PAULO W SPOKOJU, ROZUMIESZ?
-Obawiam się, że skoro jestem kasjerem w sklepie, który on często odwiedza, kontakt z nim będzie nieunik---
-NIE WYRAZIŁAM SIĘ JASNO? SPRÓBUJ TYLKO SIĘ DO NIEGO ODEZWAĆ A POŻAŁUJESZ.- wrzasnęła Jessika i wybiegła ze sklepu. Chciała trzasnąć drzwiami, jednak zostały one zbudowane tak, aby zamykały się powoli i nie wydawały żadnych odgłosów.
Jessika kontynuowała płakanie. Spojrzała na ekran telefonu. Zero nieodebranych połączeń i tyle samo wiadomości. "Czyli jednak nie mam prawdziwych przyjaciół....."- stwierdziła Jessika po czym zaczęła płakać jeszcze bardziej. Po kilku godzinach nie miała już sił żeby to robić. Był to kolejny powód do płaczu, ale niestety nie mogła już się rozpłakać. Usiadła na łóżku i ponownie spojrzała na telefon. Utwierdziła się w przekonaniu że wszyscy jej nienawidzą, po czym zobaczyła, że jest godzina 22. Bardzo chciało jej się spać, ale planowała spędzić noc na płakaniu, a obie te rzeczy wzajemnie się wykluczały. "Oof chyba dupnę se monsterka"- pomyślała. Ubrała swój crop top, spodnie z dziurami oraz glany. Była inne niż wszystkie, nie dziwne, że Paulo od razu to zauważył. Wyszła z domu trzaskając za sobą drzwiami, żeby nikt przypadkiem nie pomyślał, ze jej przeszło. Skierowała się w stronę sklepu. Gdy już do niego dotarła, zaczęła szukać odpowiedniej półki, gdy nagle ktoś wszedł do środka.
-Buenos dias.- usłyszała Jessika. Głos wydawał jej się znajomy. Wychyliła głowę zza półki i spojrzała w stronę kasy. Tak, to był Paulo! Położył na ladzie bułkę, parówki i ketchup. "Ach, musi być świetnym kucharzem"- pomyślała Jessika.
-To wszystko? - spytał kasjer- W promocji mamy gumę do żucia, dwa opakowania w cenie jednego.
-Podziękuję. - odparł Paulo uśmiechając się.
-Kartą, czy gotówką?
-Kartą proszę.
Kasjer zatrzymał wzrok na karcie kredytowej młodzieńca.
-Paulo, piękne imię...oh, przepraszam, wymsknęło mi się.
Chłopak spojrzał na plakietke kasjera.
-Alejandro również jest bardzo ładne.
-Kurza stopa, nie umie pan czytać? Tu jest napisane Aleksander!
-P-przepraszam...Mój ojciec był hiszpanem, zdarza mi się...
-J-jak to był?
-Zostawił mnie jak byłem mały....
-Przepraszam, zdecydowanie za często zdarza mi się zadawać pytania zupełnie nie na miejscu.
-Nic się nie stało- odparł Paulo pocieszająco. Kasjer w ciszy kasował jego zakupy. Gdy skończył, usłyszał:
-Tak, może być bez grosika.- powiedział Paulo, i z zabójczym uśmiechem zaczął zbliżać się do jego twarzy.
-Przecież zapłacił pan kartą...-przystojny pół hiszpan był coraz bliżej.
Jessika musiała działać. Popchnęła cały stos puszek, a te spadły, rozsypując się po całym sklepie.
-Dziękuję za zakupy, zapraszamy ponownie.-rzucił kasjer i szybko pobiegł zobaczyć, co się stało.
-Adiós, Alejandro.- Paulo ostatni raz posłał w jego stronę uśmiech i wyszedł ze sklepu. Aleksander zdenerwowany podszedł do Jessiki.
-Babo głupia, co ty robisz? Wiesz ile to układem?
-DO KROĆSET FUR BECZEK, NIE OBCHODZI MNIE ILE TO UKŁADAŁEŚ! MASZ ZOSTAWIĆ PAULO W SPOKOJU, ROZUMIESZ?
-Obawiam się, że skoro jestem kasjerem w sklepie, który on często odwiedza, kontakt z nim będzie nieunik---
-NIE WYRAZIŁAM SIĘ JASNO? SPRÓBUJ TYLKO SIĘ DO NIEGO ODEZWAĆ A POŻAŁUJESZ.- wrzasnęła Jessika i wybiegła ze sklepu. Chciała trzasnąć drzwiami, jednak zostały one zbudowane tak, aby zamykały się powoli i nie wydawały żadnych odgłosów.
-Walona Żabka.-syknęła pod nosem i udała się w stronę domu, a przynajmniej tak myślała. A jednak, była lekko upośledzona i zgubiła się ponownie. Nagle usłyszała dźwięk przychodzącego smsa. Był od Marcina. Jego treść była bardzo dziwna. Składała się z samych zer i jedynek. Ostatnio tego typu wiadomość Jessika widziała chwilę przed tym, jak jej cenne konto w pewnej internetowej grze zostało zhackowane. Dziewczyna przerażona wpatrywała się w ekran telefonu. "Marcin...?"
*******************cdn*******************
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz